Rok
po zabiciu Voldemorta...
Ron
kręcił się po pokoju w tę i z powrotem z różyczką w ręku.
-Uspokój
się Ron!-wrzasnął Harry z niepokojem patrząc na kumpla. W sekundę
później do pokoju wpadła Ginny.
-Jest.
Właśnie się teleportowała-oświadczyła zasapana.
-Nareszcie.-sapnął
Harry i podszedł do Gin, ale Ron wystrzelił jak z armaty. ledwie
wyszedł z pokoju, a już był przy tylnym wejściu do Nory. w kuchni
pani Weasley piekła ciasto z czekoladą.
-Weszła
już!?!-wrzasnął.
-Co?
Kto? A tak, Hermiona, nie.-rzekła zdezorientowana Molly.
-To
co Ginny...-nie skończył, bo przed nim zmaterializowała się
Granger. Osłupiał i w sekundę później odzyskał rozsądek.
-Miło
mi cię widzieć-wykrztusił.
-Ciebie
też-uśmiechnęła się.
-Wezmę
walizkę-zaproponował i skierował rękę w jej kierunku. Ich dłonie
się spotkały. Oboje poczuli coś, czego im brakowało. Przecież
nie widzieli się prawie rok, bo musieli wszystko poukładać.
Hermiona szukała rodziców, a Ron opłakiwał Freda, Tonks, Lupina i
innych, a razem z Harry'm pomogli w przywróceniu Hogwartu do normy.
Spojrzał w jej oczy. Były takie piękne, że z chęcią zapomniałby
o wszystkim i pocałowałby ją na miejscu i Bóg jeden wie co
jeszcze zrobił. Kochał ją, ale czy ona go też?
Postanowił
poczekać z tym wszystkim na jakiś odpowiedniejszy moment. Chwycił
walizkę i zaniósł do pokoju Ginny. Przystanął i nasłuchiwał
przez chwilę. Z jego pokoju dochodziły jakieś dźwięki. Pomyślał,
że jego przyjaciel i siostra zasługiwali na chwilę (echem...)
prywatności. Bez słowa pobiegł na dół. Brązowowłosa już
została zaciągnięta do kuchni i zmuszona do zjedzenia ciasta,
ponieważ Pani Weasley stwierdziła, że wygląda na okropnie
zmęczoną. Ron oparł się o wejście do kuchni i przyglądał się
jej, a ta uśmiechnęła się do niego ukradkiem. Odwzajemnił ten
gest. Patrzyli na siebie. Zdawało się, że przez wieczność, ale w
rzeczywistości była to jedna sekunda. No, może trzy.
Potrzebowali
tego co Harry i Gin samotności. Towarzystwa tylko ich, bez obecności
osób trzecich. Nawet Krzywołap nie wchodził w grę... A właśnie,
gdzie ten sierściuch? Tam jest, na jej kolanach łasi się, myśli,
że jest wyjątkowy (phi...).
Rudzielec
wszedł do kuchni.
-Nie
znajdzie się i dla mnie taki kawałek ciasta?-spytał i ucałował
mamę w policzek na znak prośby, a następnie nałożył sobie
ciasta i usiadł obok dziewczyny. Molly zrozumiała co się święci
i postanowiła nie ingerować.
-Ron
jakbyście mnie potrzebowali to jestem w ogrodzie.-oświadczyła i
wyszła. Uśmiechnęli się i dalej zajadali ciasto.
-Jak
tam rodzice?-spytał Ron, gdy niezręczna cisza się przeciągała.
-Dobrze-brunetka
podniosła głowę.- A twoi? Pogodzili się ze stratą Freda? Jak
George to znosi?-pytała.
-Dobrze,
choć jednak to cios.-zaczął grzebać widelcem w cieście. Ona
wzięła go za rękę.
-A
jak ty? Trzymasz się?-podniósł wzrok.
-Tak.-szepnął.
-A
gdzie Ginny i Harry?-zmieniła temat i puściła jego rękę.
-Oni...-spojrzał
na nią wymownie.-Spędzają razem czas, bo do tej pory mieli mnie na
karku więc się cieszą z samotności. Ale jak chcesz to możesz się
przywitać, a ja będę pod drzewem w ogrodzie.-powiedział i wstał
od stołu. Bolało go, że nie chce się z nim integrować tylko
witać z innymi. Oczywiście to zrozumiałe, ale... zrozumienie nie
zmieniało jego bólu.
Położył
się pod drzewem, przymknął oczy i myślał, jak to sobie
wyobrażał. Trwał tak dobrą godzinę, może półtorej, gdy
wreszcie podeszła do niego żyjąca dusza. Był to Harry.
-Co
jest?-spytał siadając obok i opierając się o pień.
-Nic,
a ty czemu nie z Ginny?- burknął.
-Słuchaj,
ja i ona...-uciszył go ręką.
-Wiem,
byłem piątym kołem u wozu, sorry- Ron spojrzał w niebo.
-Wiesz?-zdziwił
się Potter.
-Tak-odparł
nadal patrząc w górę.
-Od
kiedy? My nie chcieliśmy ci mówić, że wiesz chcemy być sami, bo
prócz nas nie było nikogo, a twoim ulubionym zajęciem raczej nie
są roboty ogródkowe.
-Od
zawsze, a raczej odkąd ją uratowałeś w drugiej klasie, byliście
sobie pisani.-podciągnął się i w ramach odmiany patrzył w
ziemię. Z jego oczu popłynęły łzy.
-Wy
też.-Harry poklepał go po ramieniu.
-Dzięki
i powodzenia-spojrzał na niego. Uścisnęli sobie ręce na zgodę po
czym wstali i ruszyli w stronę Nory.
Dochodziła
osiemnasta, gdy do drzwi zapukał George w towarzystwie jakiejś
pięknej dziewczyny, Percy i Audrey oraz Charlie, no i Bill oraz
Fluer.
Wszyscy
Weasley'owie, towarzyszka George'a, Granger i Potter usiedli przy
wspólnym stole do kolacji.
-Smacznego-powiedział
Pan Weasley i wszyscy zabrali się do kolacji.
-Wyśmienite,
mamo, zresztą jak zawsze-rzekł Charlie znad talerza przełykając
jednocześnie kotleta.
-Och,
dziękuję syneczku-zarumieniła się.
-Naprawdę
wyborne musi mi pani zdradzić przepis na tę sałatkę-uśmiechnęła
się Hermiona.
-To
nic trudnego, mój Fred...-do jej oczu zapłynęły
łzy.-Przepraszam-odbiegła od stołu, a Ginny, George i Artur
podbiegli, by ją pocieszyć.
-To
nie twoja wina Hermiono- powiedział Bill widząc smutek na jej
twarzy.
-Właśnie.
Mama ciągle się tak zachowuje, gdy tylko przychodzi poczta, idzie
na Pokątną czy po prostu przegląda zdjęcia, a nawet podczas
sprzątania-objaśnił Charlie. Wszyscy czuli brak Freda, bo jedno
miejsce nigdy się nie zapełni, zawsze pozostanie puste.
Po
jakimś kwadransie przyszła Molly, Artur, Ginny i George. Zasiedli
do stołu.
-Przepraszam
was-przepraszała Pani Weasley.
-To
zrozumiałe-pocieszały ją Gin i Fleur.
-Wiem,
że powinnam się już otrząsnąć, ale trudno nie przypominać
sobie o nim. Za każdym z was bym tak płakała-rozejrzała się po
siedzących przy stole, jej wzrok spoczął na Angelinie Johnson,
która trzymała Georga za rękę, na jej dłoni pobłyskiwał
srebrny pierścionek. Molly jakby ożywiła się.
-Jesteście
zaręczeni?-spytała ocierają ostatnie łzy.
-Tak,
chciałem to wam dzisiaj powiedzieć, ale nie będziemy się spieszyć
ze ślubem.-oznajmił George, a Angelika pokiwała głową i
uśmiechnęła się przyjaźnie do przyszłej teściowej.
-To
wspaniała nowina, godna toastu i pysznego deseru Molly-powiedział
Pan Weasley.
-A
tak, oczywiście-pokiwała głową i zniknęła w drzwiach kuchni.
-Proszę,
upiekłam go dzisiaj-rzekła i postawiła na stole olbrzymi torcik
czekoladowy z przepysznym kremem i polewą toffi.
Zabrali
się do jedzenia i już po półgodzinie tort był tylko miłym
wspomnieniem znajdującym się w brzuchach zgromadzonych.
Ron
spojrzał ukradkiem na Hermionę, bo Harry i Ginny wstali już od
stołu. Ruszyli schodami. Zanim weszli do pokoju Rona usłyszeli
tylko dźwięk zamykanych drzwi. Weszli i zamknęli drzwi.
-Wygląda
na to, że dziś będziesz tu spać.-powiedział Ron i wskazał jej
swoje łóżko.
-Jest
wygodniejsze-uśmiechnęła się.
-Dzięki.
A ty? Gdzie będziesz spać?-spytała, gdy usiadła na miękkim
materacu.
-Ja
na dole-wzruszył ramionami.
-Nie,
no coś ty!-zaprotestowała.
-Daj
spokój, to mi dobrze zrobi.-wstał i usiadł obok niej. Ostatnio tak
blisko siebie byli chyba podczas snu w domu przy Grimmauld Place
numer 12, gdy szukali horkruksów. Stykali się ramionami. Rudowłosy
położył rękę na jej biodrze, obejmując ją w pasie.
-Hermiono,
ja....-nie zdążył wyznać czy ją kocha, czy lubi, czy Bóg wie co
jeszcze, bo w tej chwili weszła Pani Weasley z Georgem i Angeliką.
-A
to jest pokój Ro... RON!?!
-Mama?
-Co
się tu dzieje!?! Angelina odwróciła się do Georga i oboje
uśmiechnęli się porozumiewawczo.
-Mamo
ja pokarzę Angelice resztę domu, a ty-zachichotał.- Masz
ważniejsze sprawy- oboje opuścili pokój.
*
To taka nowa seria prawdopodobnie jedyna .Od
dziś posty będą wychodzić rzadziej, ale przynajmniej raz w
tygodniu i będą trochę dłuższe obiecuję.
Tymczasem wszystkim
dziękuję za czytanie i komentarze, buziaki Limonka ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz