czwartek, 8 maja 2014

Ron i Hermiona Rozdział I

Rok po zabiciu Voldemorta...

Ron kręcił się po pokoju w tę i z powrotem z różyczką w ręku.
-Uspokój się Ron!-wrzasnął Harry z niepokojem patrząc na kumpla. W sekundę później do pokoju wpadła Ginny.
-Jest. Właśnie się teleportowała-oświadczyła zasapana.
-Nareszcie.-sapnął Harry i podszedł do Gin, ale Ron wystrzelił jak z armaty. ledwie wyszedł z pokoju, a już był przy tylnym wejściu do Nory. w kuchni pani Weasley piekła ciasto z czekoladą.
-Weszła już!?!-wrzasnął.
-Co? Kto? A tak, Hermiona, nie.-rzekła zdezorientowana Molly.
-To co Ginny...-nie skończył, bo przed nim zmaterializowała się Granger. Osłupiał i w sekundę później odzyskał rozsądek.
-Miło mi cię widzieć-wykrztusił.
-Ciebie też-uśmiechnęła się.
-Wezmę walizkę-zaproponował i skierował rękę w jej kierunku. Ich dłonie się spotkały. Oboje poczuli coś, czego im brakowało. Przecież nie widzieli się prawie rok, bo musieli wszystko poukładać. Hermiona szukała rodziców, a Ron opłakiwał Freda, Tonks, Lupina i innych, a razem z Harry'm pomogli w przywróceniu Hogwartu do normy. Spojrzał w jej oczy. Były takie piękne, że z chęcią zapomniałby o wszystkim i pocałowałby ją na miejscu i Bóg jeden wie co jeszcze zrobił. Kochał ją, ale czy ona go też?
Postanowił poczekać z tym wszystkim na jakiś odpowiedniejszy moment. Chwycił walizkę i zaniósł do pokoju Ginny. Przystanął i nasłuchiwał przez chwilę. Z jego pokoju dochodziły jakieś dźwięki. Pomyślał, że jego przyjaciel i siostra zasługiwali na chwilę (echem...) prywatności. Bez słowa pobiegł na dół. Brązowowłosa już została zaciągnięta do kuchni i zmuszona do zjedzenia ciasta, ponieważ Pani Weasley stwierdziła, że wygląda na okropnie zmęczoną. Ron oparł się o wejście do kuchni i przyglądał się jej, a ta uśmiechnęła się do niego ukradkiem. Odwzajemnił ten gest. Patrzyli na siebie. Zdawało się, że przez wieczność, ale w rzeczywistości była to jedna sekunda. No, może trzy.
Potrzebowali tego co Harry i Gin samotności. Towarzystwa tylko ich, bez obecności osób trzecich. Nawet Krzywołap nie wchodził w grę... A właśnie, gdzie ten sierściuch? Tam jest, na jej kolanach łasi się, myśli, że jest wyjątkowy (phi...).
Rudzielec wszedł do kuchni.
-Nie znajdzie się i dla mnie taki kawałek ciasta?-spytał i ucałował mamę w policzek na znak prośby, a następnie nałożył sobie ciasta i usiadł obok dziewczyny. Molly zrozumiała co się święci i postanowiła nie ingerować.
-Ron jakbyście mnie potrzebowali to jestem w ogrodzie.-oświadczyła i wyszła. Uśmiechnęli się i dalej zajadali ciasto.
-Jak tam rodzice?-spytał Ron, gdy niezręczna cisza się przeciągała.
-Dobrze-brunetka podniosła głowę.- A twoi? Pogodzili się ze stratą Freda? Jak George to znosi?-pytała.
-Dobrze, choć jednak to cios.-zaczął grzebać widelcem w cieście. Ona wzięła go za rękę.
-A jak ty? Trzymasz się?-podniósł wzrok.
-Tak.-szepnął.
-A gdzie Ginny i Harry?-zmieniła temat i puściła jego rękę.
-Oni...-spojrzał na nią wymownie.-Spędzają razem czas, bo do tej pory mieli mnie na karku więc się cieszą z samotności. Ale jak chcesz to możesz się przywitać, a ja będę pod drzewem w ogrodzie.-powiedział i wstał od stołu. Bolało go, że nie chce się z nim integrować tylko witać z innymi. Oczywiście to zrozumiałe, ale... zrozumienie nie zmieniało jego bólu.
Położył się pod drzewem, przymknął oczy i myślał, jak to sobie wyobrażał. Trwał tak dobrą godzinę, może półtorej, gdy wreszcie podeszła do niego żyjąca dusza. Był to Harry.
-Co jest?-spytał siadając obok i opierając się o pień.
-Nic, a ty czemu nie z Ginny?- burknął.
-Słuchaj, ja i ona...-uciszył go ręką.
-Wiem, byłem piątym kołem u wozu, sorry- Ron spojrzał w niebo.
-Wiesz?-zdziwił się Potter.
-Tak-odparł nadal patrząc w górę.
-Od kiedy? My nie chcieliśmy ci mówić, że wiesz chcemy być sami, bo prócz nas nie było nikogo, a twoim ulubionym zajęciem raczej nie są roboty ogródkowe.
-Od zawsze, a raczej odkąd ją uratowałeś w drugiej klasie, byliście sobie pisani.-podciągnął się i w ramach odmiany patrzył w ziemię. Z jego oczu popłynęły łzy.
-Wy też.-Harry poklepał go po ramieniu.
-Dzięki i powodzenia-spojrzał na niego. Uścisnęli sobie ręce na zgodę po czym wstali i ruszyli w stronę Nory.
Dochodziła osiemnasta, gdy do drzwi zapukał George w towarzystwie jakiejś pięknej dziewczyny, Percy i Audrey oraz Charlie, no i Bill oraz Fluer.
Wszyscy Weasley'owie, towarzyszka George'a, Granger i Potter usiedli przy wspólnym stole do kolacji.
-Smacznego-powiedział Pan Weasley i wszyscy zabrali się do kolacji.
-Wyśmienite, mamo, zresztą jak zawsze-rzekł Charlie znad talerza przełykając jednocześnie kotleta.
-Och, dziękuję syneczku-zarumieniła się.
-Naprawdę wyborne musi mi pani zdradzić przepis na tę sałatkę-uśmiechnęła się Hermiona.
-To nic trudnego, mój Fred...-do jej oczu zapłynęły łzy.-Przepraszam-odbiegła od stołu, a Ginny, George i Artur podbiegli, by ją pocieszyć.
-To nie twoja wina Hermiono- powiedział Bill widząc smutek na jej twarzy.
-Właśnie. Mama ciągle się tak zachowuje, gdy tylko przychodzi poczta, idzie na Pokątną czy po prostu przegląda zdjęcia, a nawet podczas sprzątania-objaśnił Charlie. Wszyscy czuli brak Freda, bo jedno miejsce nigdy się nie zapełni, zawsze pozostanie puste.
Po jakimś kwadransie przyszła Molly, Artur, Ginny i George. Zasiedli do stołu.
-Przepraszam was-przepraszała Pani Weasley.
-To zrozumiałe-pocieszały ją Gin i Fleur.
-Wiem, że powinnam się już otrząsnąć, ale trudno nie przypominać sobie o nim. Za każdym z was bym tak płakała-rozejrzała się po siedzących przy stole, jej wzrok spoczął na Angelinie Johnson, która trzymała Georga za rękę, na jej dłoni pobłyskiwał srebrny pierścionek. Molly jakby ożywiła się.
-Jesteście zaręczeni?-spytała ocierają ostatnie łzy.
-Tak, chciałem to wam dzisiaj powiedzieć, ale nie będziemy się spieszyć ze ślubem.-oznajmił George, a Angelika pokiwała głową i uśmiechnęła się przyjaźnie do przyszłej teściowej.
-To wspaniała nowina, godna toastu i pysznego deseru Molly-powiedział Pan Weasley.
-A tak, oczywiście-pokiwała głową i zniknęła w drzwiach kuchni.
-Proszę, upiekłam go dzisiaj-rzekła i postawiła na stole olbrzymi torcik czekoladowy z przepysznym kremem i polewą toffi.
Zabrali się do jedzenia i już po półgodzinie tort był tylko miłym wspomnieniem znajdującym się w brzuchach zgromadzonych.
Ron spojrzał ukradkiem na Hermionę, bo Harry i Ginny wstali już od stołu. Ruszyli schodami. Zanim weszli do pokoju Rona usłyszeli tylko dźwięk zamykanych drzwi. Weszli i zamknęli drzwi.
-Wygląda na to, że dziś będziesz tu spać.-powiedział Ron i wskazał jej swoje łóżko.
-Jest wygodniejsze-uśmiechnęła się.
-Dzięki. A ty? Gdzie będziesz spać?-spytała, gdy usiadła na miękkim materacu.
-Ja na dole-wzruszył ramionami.
-Nie, no coś ty!-zaprotestowała.
-Daj spokój, to mi dobrze zrobi.-wstał i usiadł obok niej. Ostatnio tak blisko siebie byli chyba podczas snu w domu przy Grimmauld Place numer 12, gdy szukali horkruksów. Stykali się ramionami. Rudowłosy położył rękę na jej biodrze, obejmując ją w pasie.
-Hermiono, ja....-nie zdążył wyznać czy ją kocha, czy lubi, czy Bóg wie co jeszcze, bo w tej chwili weszła Pani Weasley z Georgem i Angeliką.
-A to jest pokój Ro... RON!?!
-Mama?
-Co się tu dzieje!?! Angelina odwróciła się do Georga i oboje uśmiechnęli się porozumiewawczo.
-Mamo ja pokarzę Angelice resztę domu, a ty-zachichotał.- Masz ważniejsze sprawy- oboje opuścili pokój.

*

To taka nowa seria prawdopodobnie jedyna .Od dziś posty będą wychodzić rzadziej, ale przynajmniej raz w tygodniu i będą trochę dłuższe obiecuję. 
Tymczasem wszystkim dziękuję za czytanie i komentarze, buziaki Limonka ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz