niedziela, 19 kwietnia 2015

Dzieje Ross i Arailta Rozdzial IV "Wyszedłem!"

Wyszedłem!”

Arailt
Blask Sillmarilla prześwieca mi przez czarne myśli. Minęło tyle pokoleń od naszych dziadów, którzy żyli w świetle Valinoru. Ta myśl pozwala mi iść do przodu, znam historię Klepsydry, nie wiem dokładnie gdzie iść, ale kieruję się w stronę Zachodu, łudzę się, że dojdę do krainy swego snu.
Ross
Stoję, patrzę jak się uśmiecha, pewnie nigdy nie widziano tu takiego wyrazu twarzy, dopiero teraz widzę ile znaczył, jaki był dojrzały, odpowiedzialny. Tym bardziej cierpię, że nie mogę się do niego przytulić, że jest tak daleko, a przy tym tak blisko. Idę za nim, bo nie mam innego wyjścia, może przy jego uśmiechu nie zostanę dostrzeżona, przez NIEGO, Nieprzyjaciela, Pan więzienia nienawidzi szczęścia. Powinien przestać, bo Pan widzi wszystko, a radość go drażni.
Arailt
-Wiem, gdzie jestem Ross, mam świadomość, że Sauron boi się mego szczęścia, ale prowadzi mnie światło, którego on nie zgasi-dziwi mnie to, że mówię, a jeszcze bardziej dziwi mnie fakt, że mi odpowiedziano.
Ross
Usłyszał mój głos, może dostał od Jedynego dar słuchania zmarłych. Jeśli tak to muszę być cicho on musi iść dalej, nie wolno mu się oglądać.
-Nie oglądaj się!-krzyczę, chcę powtórzyć to hasło, ale czuję JEGO rękę na moich ustach. Nie powinnam się odzywać, nie powinnam krzyczeć, teraz spotka mnie i Aralit'a kara. Muszę go ochronić, ale jak mam przekupić Pana ciemności? Nagle czuję myśl, przybył do mnie pomysł, jest jeszcze nie wyraźny, ale powoli tworzy się w mojej głowie, widzę jak nabiera kształtu, czuję się lepiej pomimo tego, że Sauron ściska mnie mocniej. Przestaję się rzucać, oddaję się dobrowolnie ciemności. Pozwalam, aby mnie zabrał. Otwieram oczy i posyłam uśmiech w stronę elfa, który z bananem na twarzy kieruje się ku... światłu. Teraz widzę do czego dąży co go napawa pozytywną energia, jednak ten widok trwa krótko, bo całun cienia zakrywa wszystko i widzę tylko ciemność.
Arailt
Słyszę jej odpowiedź, tak to na pewno jej głos, ale dlaczego każe mi się nie oglądać? Nic nie rozumiem, ale nie muszę rozumieć teraz, gdy widzę jasny blask, który gładzi mnie po twarzy, napaja  serce i dusze, dodaje sił, pomaga iść na przód, podaję rękę, gdy upadam. Przedzieram się przez ciemności , aż w końcu widzę tylko ją, światłość, nawet gdy zamykam oczy ona jest, nie widzę NIC po za nią. Aż w końcu ze światła zaczynają wyłaniać się kształty. Teraz widzę wyraźnie Valinor, chciałbym tu zostać, ale wiem, że nie mogę. To jest chwila na nabranie nadziei, na napatrzenie się na światłość, aby jej obraz nie wygasł. Widzę uśmiech, jest wszędzie, wszędzie panuje śmiech, szczęście i radość oraz światło. Napawam się tym widokiem, chcę zapamiętać każdy szczegół. Ale obraz znika, nim dobrze się mu przyjrzę. Staje się coraz jaśniejszy, aż w końcu jestem w światłości, która, powoli jest zakrywana przez ciemność, aż w końcu nie widzę nic prócz ciemności, a potem rzeczywistość, choć inna niż zapamiętałem ukazuje się przede mną, za mną i dookoła mnie. Jestem w labiryncie.

-Wyszedłem! Ross wydostałem się z gór-krzyczę, a wtedy do mnie dociera, że jej nie ma, nie słyszę nawet jej głosu w wspomnieniach.

***
Oto 4 rozdział czwartej serii Dziejów. Przepraszam, że przez miesiac nie było postów, ale obiecuję, że się poprwię i postaram się teraz wrzucać jeden post z dziejów na 2 tygodnie, a co 2 tygodnie będzie z jakiejś innej serii, pobocznej.
Buziaki Limonka ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz