poniedziałek, 9 marca 2015

Dzieje Ross i Arailta Rozdział III "Szukający"

Szukający

Arailt

Ocknąłem się w innym miejscu niż myślałem. Spodziewałem się, że zobaczę piach, złocistą pustynię. Moim oczom ukazały się jednak góry. Nie podobne do tych, w których dolinie dorastałem. Nie mogły się równać zazielenionymi szczytami łańcuchów gór oplatających Rivendell. Jednak po palącym słońcu i złocie piasku,widok czarnych szczytów był kojący. Wziąłem kilka oddechów, po czym znów zamknąłem oczy, uszczypnąłem się i spojrzałem jeszcze raz. Nieskończone smoliste, ostro zakończone wzniesienia piętrzyły się, przede mną, za mną i po obu mych stronach. Poczułem nagle uczucie żalu.
-Ross, spodobałoby ci się tu....-tym razem powstrzymałem się od łez. Podniosłem się, musiałem zacząć myśleć trzeźwo, musiałem wrócić do swojego świata, bo ona by tego chciała. Rozejrzałem się dookoła siebie, aby dostrzec koniec pasma i wtedy dotarło do mnie gdzie jestem.
-Jestem w twojej klepsydrze-szepnąłem, ale wydawało mi się, że i tak to usłyszał. „To nie ma sensu, Czarny Pan zginął, został pokonany”-próbowałem pouczyć samego siebie.
-Ty już nie istniejesz! Nie ma ciebie! Upadłeś! Pokonali cię!-krzyczałem w nicość, gdy me słowa wybrzmiały ze wszystkich stron wydobył się dźwięk, szept, niski, przerażający, mrożący krew w żyłach.
-Skoro mnie pokonano, to dlaczego tu trafiłeś?-spytał Czarny Pan. Moje serce chciało wyskoczyć, ale nie miało gdzie, on był wszędzie. Jego głos, pytanie i kraina. To wszystko było we mnie i przy mnie. Nie mogłem nigdzie uciec, obraziłem pana mojego więzienia, w to bardzo duży błąd.

Ross

Stałam za nim. Widziałam jak ucieka, macha rękami, odpycha przeciwnika, który był od niego silniejszy, nawet teraz. Jego przeciwnik, był dla niego nie widzialny, obecny wszędzie pod postacią zatęchłego powietrza, obsydianowych gór, czarnego nieba, upiornego głosu. Ja widziałam jego twarz, czułam jego dłoń na swoim ramieniu. Trzymał mnie, abym patrzyła jak cierpi, abym czuła się winna, niszczył mojego ducha, albowiem ciało już dawno posiadł. Dobrze, że Arailt nie wiedział, iż cierpię. Musi myśleć, że jestem bezpieczna w innym świecie. Musi myśleć o sobie, o tym, aby się wydostać z tej przeklętej klatki. On musi przeżyć. Nigdy nie powinien tu trafić, to tylko i wyłącznie moja wina, moja droga.
Patrzę na niego, słyszę ich głosy, liczę, że choć myśli zostały moje. Nagle opada, boję się o niego, ale on mnie trzyma, oddycham ciężko. Dostrzegam uśmiech na jego śpiącej twarzy, mogę tylko zgadywać co czuje, ale bez wątpienia, ten promień szczęścia jest pierwszym i ostatnim jaki tu widziano, bo gdy otwiera oczy znów chmurnieje.

Arailt

Z każdą chwilą było gorzej, nie wiedziałem co robić.
-Po co ja Ci jestem?-spytałem. Nie spodziewałem się usłyszeć odpowiedzi, a jednak.
-Możesz zmienić bieg historii, mojej historii, świata.-odrzekł tajemniczo, a potem mnie puścił. Wciąż czułem jego wzrok wpatrzony we mnie, czujne spojrzenie śledzące z uwagą, każdy mój ruch, oddech duszący, ale już mnie nie trzymał, wiedziałem, że to nie jest dobry znak. Jednak byłem bez silny, a szansa powinna zostać wykorzystana, gdybym wiedział, że o to chodziło...
Padłem z wycieńczenia, nie wiedziałem, która godzina, bo w kraju cieni, słońce nie świeci. Padłem na ziemię tak jak stałem, a potem zasnąłem, o dziwo w tem złym otoczeniu śniły mi się piękne sny. Widziałem postać Vardy, pani gwiazd. Potem Luthien tańczącą na zielonej trawie, Yavanne sadzącą drzewa, aż wreszcie ujrzałem, coś czego nigdy me oczy nie oglądały, a co poznałem. Silmarillion zaświecił mi przed oczami, a potem się obudziłem w krainie Cieni.

*
Trzeci rozdział piątej części serii Dziejów.
Przykro mi, że po tak długiej przerwie, ale miałam dziurę wenową.
Liczę, że będzie lepiej, a tymczasem dziękuję, za przeczytanie, mam nadzieję, ze się spodoba.
Buziaki Limonka ;*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz