Rozdział IV
,,Nowe Życie"
Ricka
obudził się, a raczej został obudzony przez lekarkę. Niewysoką
blondynkę o niebieskich oczach i okrągłych okularach. Odziana w biały
lekarski fartuch z stetoskopem przerzuconym przez szyję i opadającym na ramia.
-Nic ci nie jest? Możesz chodzić?-pytała z przejęciem.
-Nie.
Co tu się dzieje?-spytał jakby we śnie i dźwignął się z ziemi.
Rozejrzał się i zobaczył, że barierka przez, którą wypadła Nia jest
oklejona żółtą taśmą, a funkcjonariusze policji wraz z lekarzami i
innymi osobami tego typu. Przed jego domem stały na sygnale dwie karetki
i trzy wozy policyjne.-Wczorajszego wieczoru dziewczyna wypadła przez barierkę i nie wiadomo jak do tego doszło, zawiadomiła nas twoja sąsiadka pani Frix, narazie nie możemy powiedzieć ci nic więcej.-odpowiedziała chłopakowi lekarka,a następnie zwróciła się do innych.-Zabieramy go do szpitala i zrobimy mu wszystkie podstawowe badania. Nie mówcie mu nic dopóki nie będziemy pewni, że wszystko z nim w porządku- powiedziała doktor Gimlska poprawiając okrągłe okulary.
Pomimo protestów Ricka, chłopak został zabrany do szpitala w Monako. Był tam najbliższy szpital.
***
W
szpitalu zrobiono Rickowi, chyba wszystkie badania jakie są na świecie
i zatrzymali na czas otrzymania wyników. Dłużył się czas spędzany w
szpitalu. Nie miał przy sobie nic oprócz komórki z prawie rozładowaną
baterią. Jego rodzice próbowali dostać się jak najszybciej do jedynego
syna,ale jak na złość. Rick nie miał rodzeństwa, to też był oczkiem w
głowie swoich rodziców.
Chłopakowi
udało się ubłagać pielęgniarkę by dała mu blok i ołówek Był bowiem
bardzo utalentowany plastycznie. Niestety myśli o Niji i jej
tajemniczym zniknięciu sprawiały, że każdy rysunek zmieniał się w jej
ostatni obraz wpadającej do wody lub portretu dziewczyny. Po krótkim
czasie cały pokój Ricka wypełnił się rysunkami. Pielęgniarki zaczęły
podejrzewać, że to On ją zepchnął, a teraz nękają go wyrzuty sumienia.
Po
tygodniu przybyli rodzice chłopaka, a dzień później pojawiły się
wszystkie wyniki badań. Ricka zabrano do domu stwierdziwszy, że nic mu
nie jest. Rick stracił w sobie entuzjazm, zapał i chęć do życia.
Pięć miesięcy później...
-Puk, puk!-rozległo się pukanie do pokoju Ricka.
-Proszę- warknął.
-Lucy
przyszła.-powiedziała nieśmiało mama chłopaka, a tuż po chwili, a t
niezbyt ciemnej karnacji i pogodnym uśmiechu. Od miesięcy przychodziła i
pocieszała Ricka. Lucy przyjaźniła się z nim od zawsze, gdyby Nija się
nie pojawiła to Rick był by szczęśliwy z Lucy. Teraz osiemnastolatek
siedział na parapecie z słuchawkami w uszach w czarnych spodniach i
bluzie, uczy miał pełne łuz. Powtarzał pod nosem ,,Odeszła, odeszła
nigdy już nie wróci".
Dwa lata później...
Rick
układa sobie życie na nowo w jego pokoju zostały schowane dwa rysunki
Niji jej portret ostatnie spojrzenie. Chłopak zamierzał założyć własną
rodzinę po roku oświadczył się Lucy i teraz po znalezieniu dobrej pracy
postanowili powiększyć rodzinę.
Nie wiem co się stało z Niją. Morze zabrało Niję córkę Posejdona dając Rickowi szansę na normalne życie.
***
Ostatni rozdział pierwszej części z serii "Rozpacz i szczęście" liczę, że się podobało. Szykuję kontynuację. Buziaki ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz