Oto
druga część dziejów Vinyamoiel jak zapowiadałam, akcja toczy się
po ślubie, ale przed narodzinami ich dzieci. Jest zupełnie urwana
od ogólnej fabuły, którą kontynuje jej wnuczka. Ta seria będzie
bardzo luźna i nie wpłynie (może) na ogólna fabułę.
Życzę
miłego czytania Limonka
Początek
Vinyamoiel
wstała z łoża i po odzianiu w białe szaty ruszyła na śniadanie.
-Witaj
Vin-powiedział Thranduil, gdy elfka usiadła po prawicy męża.
-Dzień
dobry panie lasu.-odwzajemniła się uprzejmością rozpoczynając
jedzenie.
-Nareszcie
jesteśmy w komplecie-powiedział Legolas i rozpoczęło się
śniadanie.
-Ojcze-zaczął
Legolas po długim jedzeniu w ciszy.-Muszę tam jechać.-mówił.
-Nie
synu nie ma takiej opcji.-rzekł krótko elf.
-Gdzie?-wtrąciła
się Vinyamoiel wyraźnie zaniepokojona tą rozmową.
-Nigdzie
nie pojedziesz to moje ostatnie słowo nie pozwolę ci jechać i
zostawić jej, nie zasługuje na to!-wrzasnął Thranduill i pomiędzy
Nim, a synem rozpoczęła się walka spojrzeń. W końcu król
odwrócił wzrok.
-Do
jasnej gwiazdy gdzie ty masz zamiar jechać!?!?!-krzyknęła Vin
wstając.
-Z
Aragornem na wyprawę badającą Mordor.-powiedział zwieszając
głowę.
-Słucham?!-jej
krzyk usłyszał cały pałac. Tak awanturniczego spotkania jeszcze
nie było w tym domu.-Czy wyście rozum stracili!?!-krzyczała.
-Nie-
Legolas zwiesił głowę.
-To
żądam wyjaśnień w trybie natychmiastowym!- elfka wciąż kipiała
gniewem.
-Mój
syn chciał pojechać na wyprawę z Gimlim, i Aragornem-oświadczył
uroczyście Thranduill.
-Wyjdźcie
oboje bo was pozabijam!-wrzasnęła, a Oni pokornie wyszli nie
zakończywszy śniadania.
Vin
stała jakiś czas dochodząc do siebie, po chwili odeszła od stołu,
podziękowała służbie za posiłek i ruszyła ku komnacie swojej i
Legolasa.
-Co
ty sobie myślisz?-spytała gniewnie ,wchodząc do komnaty.
-Nic
tylko...-szukał słów.-Proszęcię
-Nie!-krzyknęła.-Myślisz
o mnie! Miałeś zamiar wyjechać i zostawić list
pożegnalny?!-krzyczała, a On milczał.-Jesteś zwykłym
kretynem!!!-krzyczała, a On milczał.-Mam cię dość! Rozumiesz!?!
Jadę do Ojca będziesz miał szczęście jeśli wrócę w tej
erze!-wrzasnęła i trzasnęła drzwiami, a On milczał.
Zdenerwowana
elfka wybiegła z zamku i ruszyła ku stajni. Wsiadła na wspaniałego
wierzchowca i zamiast do Rivendell ruszyła ku Minas Thirit. Podczas
jazdy płakała, zdana na jazdę wierzchowca dotarła do celu.
W
stolicy siostra przyjęła ją z przyjemnością i kazała
opowiedzieć sobię o przyczynie łez. Vin powiedziała jej całą
historię i wszystko co mówiła, a patrząc na małżeństwo
przyrodniej siostry czuła pustkę w sercu.
Fajne. ^^ Takie trochę zabawne, a trochę smutne. :3 Dobra mieszanka. :D
OdpowiedzUsuńNo cóż... Nie mogę powiedzieć, że mnie nie zaskoczyłaś, bo zaskoczyłaś... Ale Vin też chętnie poczytam, mimo, że z niecierpliwością, czekam na dalszą część dziejów Noteviddi. ^^
Życzę weny i pozdrawiam! :3