Noteviddia
wstała, była gotowa na nowy dzień i nowe wyzwania. Gdy się ubrała
zeszła na śniadanie tam przy stole czekali już przyodziani w czerń
Vinyamoiel, Legolas, Thranduil i cały w bliznach Kili.
-Czekaliśmy
na ciebie panienko-powiedział Thranduil, gdy uśmiechnięta Viddia
zasiadła obok Kila.
-Czy
coś się stało szlachetny panie?-spytała patrząc na króla.
-Tak
otóż...-zaczął i schylił głowę. Kili spojrzał jej w oczy i
już wiedziała co się stało.
-Nie,
to niemożliwe!!!-wrzasnęła wstając natychmiast jak by ktoś z
procy strzelił.
-Tak
twój ojciec i matka nie żyją-powiedział Legolas, a Vinyamoiel
zapłakała i odeszła od stołu.
-Co
moja matka...?-opadła na krzesło, a w sali zaległa cisza. Dopiero
powrót Vin sprawił, że elfka przemówiła jakby ją olśniło.
-Jest
szczęśliwa-wyszeptała, a wszyscy na nią spojrzeli. Viddia
siedziała nieprzytomnie w krześle i wydawało jej się, że go
widzi. Tak za nimi w oknie stał Erucolindo uśmiechał się do niej.
Odwzajemniła uśmiech. Po jego lewej stronie pojawiła się Nindë,
a po prawej jego stronie pojawili się jej rodzice matka i ojciec.
Mama szepnęła:
-Przepraszam-
rozpłynęła się, a oczy Viddi napełniły się łzami. Właśnie
teraz do niej doszło kogo straciła.
-Mogę
z nią porozmawiać?-spytała.
-Z
kim?-zdziwili się wszyscy.
-Z
moją mamą-powiedziała i wskazała na miejsce gdzie jeszcze przed
sekundą stała świetlista czwórka. Uśmiechnęła się.
Zrozumiała, że ją kocha i jej odejście było potrzebne, bo bez
tego nie była by szczęśliwa.
-Raczej
nie-rzekł król puszczy.
-Nie
szkodzi. Ona znajdzie sposób.-umilkła i z uśmiechem zjadła
śniadanie.
Następnie
pojechała do Elronda, aby zasięgnąć rady w sprawie kontaktu z
bliźniętami.
-O
ile mi wiadomo nie można ich nawet zobaczyć, ale skoro je widzisz
to podczas każdego widzenia możesz rozmawiać tak długo oni
zechcą.-wyjaśnił Lord, gdy szli pomiędzy starymi zwojami.
-Dziękuję
ci panie-rzekła odchodząc do Puszczy.
-Księżniczko,
Pani-zagadnął ją Kili. Stał przed nią już obandażowany, ale
wciąż najwyraźniej w złym stanie.
-Tak?-spytała
z nadzieją.
-Odkryto
ciekawe fakty, znaczy ja, je odkryłem i chciałem ci je
pokazać.-powiedział i zaprowadził ją do sypialni rodziców. Była
tam tylko raz, a gdy tam wtargnęła po raz pierwszy ostatni raz
widziała rodziców.
-Dobrze,
chodźmy-powiedziała, a w jej głosie zabrzmiał smutek.
Kiedy
weszli do komnaty podłoga była we krwi, a na niej leżał długi
żelazny miecz z czerwonym rubinem na klindze.
-Co
tu się stało-spytała elfa.
-Twoja
matka-odpowiedział krótko.
-Co
to jest?- wskazał na notatnik wystający spod poduszki ojca.
-To
jego notatnik dotyczył ciebie i Eresme.-rzekł i podał jej
przedmiot.
Przewróciła
na pierwsze kartki.
Pierwsza
próba zakończona niepowodzeniem.
Ile
to może jeszcze trwać? Kocham ją. To jej pierwsze podejście odkąd
jesteśmy małżeństwem.
Elfka
przewróciła jeszcze kilka kartek.
Znowu
się powtarza. Mam nadzieję, że się opamięta, bo właśnie
ustaliliśmy, że chcemy mieć dziecko.
Kolejne
kartki splamione krwią.
-To
on próbowała popełnić samobójstwo?-spytała, gdy przejrzała
cały notes.
-Tak,
to jest jej-podał jej jeszcze bardziej poplamiony krwią kartki
ledwie trzymający się kupy.
Pierwszy
wpis.
Zginął,
zostawił mnie. Aerandir jest kochany, ale bez niego nie mogę żyć,
a świadomość, że oddał za mnie życie jeszcze bardziej mnie
dobij. Niestety jestem nie do zamordowania. Już próbowałam, ale
będę trwać. Takie moje przekleństwo : „Gdy inni przeminą lub
polegną w boju ja będę trwać. Kidy ten świat przestanie istnieć
ja będę trwać. Będę trwać tak długo jak długo on, a dusze nie
przemijają”.
Przewróciła
na ostatni i aż zamarła. Powoli zaczęła czytać tekst napisany
jej krwią.
Zaniechałam
tej próby od narodzin Noteviddi . Jeśli teraz się nie uda to
pogodzę się z losem wiecznie żyjącego ciała.
Udało
się w końcu czuję ból. Widzę go Erucolindo do mnie biegnie. Mówi
mi, że: ”Teraz ona jest wieczna. Mam nadzieję, że nie zwariuje,
ale ciebie już zabieram i będziesz szczęśliwa.” Przekażcie te
słowa mojej córce, ona je zrozumie i będzie szczęśliwie trwać.
Przepraszam ją z to, że nie jestem dobrą matką. Chcę, aby
wiedziała, że ją kocham.
-Współczuję-
Kili objął ją ramieniem.
-Nie
teraz jest już dobrze. Nareszcie mogę oddychać, bo moja matka jest
szczęśliwa.
***
Oto kolejny rozdział Noteviddi przepraszam, że tak długo jej nie było. Jednak ja mam coś do tworzenia tej serii przy muzycze oto link do nie dołującej piosenki dzięku, której powstał ten post Piosenka.
Proszę o wyrozumiałość jakby jutro nie było posta, bo jadę na konkurs od świtu do nie wiedomej.
Proszę o wyrozumiałość jakby jutro nie było posta, bo jadę na konkurs od świtu do nie wiedomej.
Liczę na pozytywną opinię.
Całusy Limonka ;*
Nareszcie! Doczekałam się~! :3
OdpowiedzUsuńKocham cię normalnie za tę serię~ <3 Cudnie ci wyszedł ten rozdział. :> Mam nadzieję na więcej takich. ^^
Życzę duuużo weny i pozdrawiam~ :D
Dziękuję. Cieszę się, że kogoś interesuje to opowiadanie.
UsuńPozdrawiam Limonka ;*