niedziela, 26 kwietnia 2015

Ron i Hermiona Rozdział III

Hermiona stała z Ronem naprzeciwko jego matki, która patrzyła się na nich groźnie. Kiedy Angelika i Fred wyszli została straszna kilka sekund po czym podeszła do Rona i spytała.
-Dałeś jej już pierścionek?-była podekscytowana, a oni zdziwieni.
-Nie, mamo bo my tylko..-przerwała mu wymownym gestem ręki.
-Hermiony nie wolno tak zbywać, jak chcecie robić cokolwiek w cztery oczy, bez świadków to dopóki mieszkacie w moim domu musicie mieć pierścionek zaręczynowy-oświadczyła, obróciła się na pięcie i puszczając oko do Hermiony wyszła.
-Łał twoja mama jest...-myślała.-jeszcze bardziej interesująca niż pamiętam.
-Po stracie Gorga chce nas wszystkich pożenić nie wiesz co robiła Harremu i Gin. Koszmar-spuścił głowę i usiadł na parapecie okna patrząc na spokojny ogród. Hermiona podeszłą do niego usiadła obok i położyła mu głowę na ramieniu.
-Trochę ją rozumiem. Chce zapełnić pustkę po synu, wnukami i szczęśliwym małżeństwem reszty. Kocha cię i zależy jej na twoim szczęściu.-mówiła.
-Wiem, ale ja...ja nie wiem czy chcę się żenić przynajmniej teraz, gdy wszystkie rany są świeże.-brązowowłosa usiadła na przeciw niego kładąc mu głowę na kolana.
-Jeśli bym miał już jej słuchać to do końca.-spojrzał w głębię jej oczu. Zdawało się, że toczy wewnętrzną walkę czy ja pocałować, powiedzieć "Kocham cię", czy patrzeć. Został przy patrzeniu, ponieważ nie miała jeszcze pierścionka.
Po chwili milczenia i wewnętrznej walki, Hermiona przemówiła.
-Więc to znaczy, że na chwilę obecną byłabym jedyną osobą, z którą mógł byś spędzić resztę życia?
-Tak-rzekł i pocałował ją. Dziewczyna zaskoczona tym gestem zamknęła oczy.
Tak piekny moment zostal by w nich na zawszy gdyby nie Gin. Wlasnie Ginny Wasley wpadła do pokoju brata jakby ktoś ja wystrzelił z armaty.
-Hej Ron słu...-stanela w połowie słowa widzac jak jej przyjaciółka odskakuje od rudzielca.- Przepraszam przeszkodzilam w czymś?-mówiła z nie pewnością w głosie.
-Nie.-powiedziala potulnie i cicho Hermiona patrzac w ziemie.
-Tak!!!-wrzasnał Ron.-Wogule po co tu przylazłaś co było tak ważnego, że nie mogłaś zapukać!?!-krzyczał.
-Ja chciałam spytać czy widziałeś Harrego.-rzekła po chwili ciszy, która powstała po wypwiedzi Weasleya.
- To ci powiem, że tu go nie ma!!!-krzyknał wypchnał ją z pokoju i zatrzasnal drzwi centrakne przed twarza dziewczyny. Odwrocił się. Usiadł na parapecie i spokojnie wyjrzał przez okno. Brązowooka po pieciu minutach od mini awantury podstanowiła podejść do chłopaka. Oparła się na jego ramieniu. On objął ją ręką i przytulił mocniej do siebie.
Siedzieli tak pół godziny, ale zdawoaki sie, ze wieczność. Gdy okolo godziny dziewiątej wieczór słońce zaczęło się kryć za sasiednim pagorkiem brunetka spojrzala rudemu w oczy.
-Mogła bym-wziela oddech.-Mogła bym dziś spac u ciebie?-spytala i nie czekajc odpowiedzi przszła do wyjasnien.- Gin mi mowila, ze chce dzis waz z Harrym spac u niej wiec...
-Tak, nie ma za co-wyprzedzil jej odpowiedz i wyszedl z pomieszczenia wraz z ostatnim promieniem słońca.

*
Przed wami III rozdział Ron i Hermiona. Mam nadzieję, że się spodoba.
Buziaki Limonka ;*

niedziela, 19 kwietnia 2015

Info V URODZINKI

Jak widać w tytule dziś, a raczej wczoraj przypadały urodzinki bloga. To już prawie dwa lata, choć nie było zbyt systematcznie i rok temu było owiele lepjej to, dziś stwierdziłam sobie, że ustalam rozpiskę. 

Więc zapraszam na zminy!

 Po pierwsze co tydzień, a dokładniej co czwartek będą się pojawiały notki, ponieważ pierwszą notkę wrzuciłam 18.04.2013 w czwartek.

Po drugie co drugi czwartek będą się pojawiać posty z dziejów

Po trzecie co drugi czwartek,  który nie będzie należał do dziejów będą się pojawiać posty z innych pobocznych serii np: Ron i Hermiona itp.

To są trzy zmany, które chcę wprowadzić w życie. Mam nadzieję, że mi się uda i będę mogła za rok powiedzieć z dumą, że udało się to począgnąć.

Chciałam też podziękować za wszystkie komentarze i wyświetlenia, które przybyły w tym roku.

Do zobaczenia w najbliższy czwartek z Ronem i Hermionom.

Buziaki Limonka ;*

Dzieje Ross i Arailta Rozdzial IV "Wyszedłem!"

Wyszedłem!”

Arailt
Blask Sillmarilla prześwieca mi przez czarne myśli. Minęło tyle pokoleń od naszych dziadów, którzy żyli w świetle Valinoru. Ta myśl pozwala mi iść do przodu, znam historię Klepsydry, nie wiem dokładnie gdzie iść, ale kieruję się w stronę Zachodu, łudzę się, że dojdę do krainy swego snu.
Ross
Stoję, patrzę jak się uśmiecha, pewnie nigdy nie widziano tu takiego wyrazu twarzy, dopiero teraz widzę ile znaczył, jaki był dojrzały, odpowiedzialny. Tym bardziej cierpię, że nie mogę się do niego przytulić, że jest tak daleko, a przy tym tak blisko. Idę za nim, bo nie mam innego wyjścia, może przy jego uśmiechu nie zostanę dostrzeżona, przez NIEGO, Nieprzyjaciela, Pan więzienia nienawidzi szczęścia. Powinien przestać, bo Pan widzi wszystko, a radość go drażni.
Arailt
-Wiem, gdzie jestem Ross, mam świadomość, że Sauron boi się mego szczęścia, ale prowadzi mnie światło, którego on nie zgasi-dziwi mnie to, że mówię, a jeszcze bardziej dziwi mnie fakt, że mi odpowiedziano.
Ross
Usłyszał mój głos, może dostał od Jedynego dar słuchania zmarłych. Jeśli tak to muszę być cicho on musi iść dalej, nie wolno mu się oglądać.
-Nie oglądaj się!-krzyczę, chcę powtórzyć to hasło, ale czuję JEGO rękę na moich ustach. Nie powinnam się odzywać, nie powinnam krzyczeć, teraz spotka mnie i Aralit'a kara. Muszę go ochronić, ale jak mam przekupić Pana ciemności? Nagle czuję myśl, przybył do mnie pomysł, jest jeszcze nie wyraźny, ale powoli tworzy się w mojej głowie, widzę jak nabiera kształtu, czuję się lepiej pomimo tego, że Sauron ściska mnie mocniej. Przestaję się rzucać, oddaję się dobrowolnie ciemności. Pozwalam, aby mnie zabrał. Otwieram oczy i posyłam uśmiech w stronę elfa, który z bananem na twarzy kieruje się ku... światłu. Teraz widzę do czego dąży co go napawa pozytywną energia, jednak ten widok trwa krótko, bo całun cienia zakrywa wszystko i widzę tylko ciemność.
Arailt
Słyszę jej odpowiedź, tak to na pewno jej głos, ale dlaczego każe mi się nie oglądać? Nic nie rozumiem, ale nie muszę rozumieć teraz, gdy widzę jasny blask, który gładzi mnie po twarzy, napaja  serce i dusze, dodaje sił, pomaga iść na przód, podaję rękę, gdy upadam. Przedzieram się przez ciemności , aż w końcu widzę tylko ją, światłość, nawet gdy zamykam oczy ona jest, nie widzę NIC po za nią. Aż w końcu ze światła zaczynają wyłaniać się kształty. Teraz widzę wyraźnie Valinor, chciałbym tu zostać, ale wiem, że nie mogę. To jest chwila na nabranie nadziei, na napatrzenie się na światłość, aby jej obraz nie wygasł. Widzę uśmiech, jest wszędzie, wszędzie panuje śmiech, szczęście i radość oraz światło. Napawam się tym widokiem, chcę zapamiętać każdy szczegół. Ale obraz znika, nim dobrze się mu przyjrzę. Staje się coraz jaśniejszy, aż w końcu jestem w światłości, która, powoli jest zakrywana przez ciemność, aż w końcu nie widzę nic prócz ciemności, a potem rzeczywistość, choć inna niż zapamiętałem ukazuje się przede mną, za mną i dookoła mnie. Jestem w labiryncie.

-Wyszedłem! Ross wydostałem się z gór-krzyczę, a wtedy do mnie dociera, że jej nie ma, nie słyszę nawet jej głosu w wspomnieniach.

***
Oto 4 rozdział czwartej serii Dziejów. Przepraszam, że przez miesiac nie było postów, ale obiecuję, że się poprwię i postaram się teraz wrzucać jeden post z dziejów na 2 tygodnie, a co 2 tygodnie będzie z jakiejś innej serii, pobocznej.
Buziaki Limonka ;*

poniedziałek, 9 marca 2015

Dzieje Ross i Arailta Rozdział III "Szukający"

Szukający

Arailt

Ocknąłem się w innym miejscu niż myślałem. Spodziewałem się, że zobaczę piach, złocistą pustynię. Moim oczom ukazały się jednak góry. Nie podobne do tych, w których dolinie dorastałem. Nie mogły się równać zazielenionymi szczytami łańcuchów gór oplatających Rivendell. Jednak po palącym słońcu i złocie piasku,widok czarnych szczytów był kojący. Wziąłem kilka oddechów, po czym znów zamknąłem oczy, uszczypnąłem się i spojrzałem jeszcze raz. Nieskończone smoliste, ostro zakończone wzniesienia piętrzyły się, przede mną, za mną i po obu mych stronach. Poczułem nagle uczucie żalu.
-Ross, spodobałoby ci się tu....-tym razem powstrzymałem się od łez. Podniosłem się, musiałem zacząć myśleć trzeźwo, musiałem wrócić do swojego świata, bo ona by tego chciała. Rozejrzałem się dookoła siebie, aby dostrzec koniec pasma i wtedy dotarło do mnie gdzie jestem.
-Jestem w twojej klepsydrze-szepnąłem, ale wydawało mi się, że i tak to usłyszał. „To nie ma sensu, Czarny Pan zginął, został pokonany”-próbowałem pouczyć samego siebie.
-Ty już nie istniejesz! Nie ma ciebie! Upadłeś! Pokonali cię!-krzyczałem w nicość, gdy me słowa wybrzmiały ze wszystkich stron wydobył się dźwięk, szept, niski, przerażający, mrożący krew w żyłach.
-Skoro mnie pokonano, to dlaczego tu trafiłeś?-spytał Czarny Pan. Moje serce chciało wyskoczyć, ale nie miało gdzie, on był wszędzie. Jego głos, pytanie i kraina. To wszystko było we mnie i przy mnie. Nie mogłem nigdzie uciec, obraziłem pana mojego więzienia, w to bardzo duży błąd.

Ross

Stałam za nim. Widziałam jak ucieka, macha rękami, odpycha przeciwnika, który był od niego silniejszy, nawet teraz. Jego przeciwnik, był dla niego nie widzialny, obecny wszędzie pod postacią zatęchłego powietrza, obsydianowych gór, czarnego nieba, upiornego głosu. Ja widziałam jego twarz, czułam jego dłoń na swoim ramieniu. Trzymał mnie, abym patrzyła jak cierpi, abym czuła się winna, niszczył mojego ducha, albowiem ciało już dawno posiadł. Dobrze, że Arailt nie wiedział, iż cierpię. Musi myśleć, że jestem bezpieczna w innym świecie. Musi myśleć o sobie, o tym, aby się wydostać z tej przeklętej klatki. On musi przeżyć. Nigdy nie powinien tu trafić, to tylko i wyłącznie moja wina, moja droga.
Patrzę na niego, słyszę ich głosy, liczę, że choć myśli zostały moje. Nagle opada, boję się o niego, ale on mnie trzyma, oddycham ciężko. Dostrzegam uśmiech na jego śpiącej twarzy, mogę tylko zgadywać co czuje, ale bez wątpienia, ten promień szczęścia jest pierwszym i ostatnim jaki tu widziano, bo gdy otwiera oczy znów chmurnieje.

Arailt

Z każdą chwilą było gorzej, nie wiedziałem co robić.
-Po co ja Ci jestem?-spytałem. Nie spodziewałem się usłyszeć odpowiedzi, a jednak.
-Możesz zmienić bieg historii, mojej historii, świata.-odrzekł tajemniczo, a potem mnie puścił. Wciąż czułem jego wzrok wpatrzony we mnie, czujne spojrzenie śledzące z uwagą, każdy mój ruch, oddech duszący, ale już mnie nie trzymał, wiedziałem, że to nie jest dobry znak. Jednak byłem bez silny, a szansa powinna zostać wykorzystana, gdybym wiedział, że o to chodziło...
Padłem z wycieńczenia, nie wiedziałem, która godzina, bo w kraju cieni, słońce nie świeci. Padłem na ziemię tak jak stałem, a potem zasnąłem, o dziwo w tem złym otoczeniu śniły mi się piękne sny. Widziałem postać Vardy, pani gwiazd. Potem Luthien tańczącą na zielonej trawie, Yavanne sadzącą drzewa, aż wreszcie ujrzałem, coś czego nigdy me oczy nie oglądały, a co poznałem. Silmarillion zaświecił mi przed oczami, a potem się obudziłem w krainie Cieni.

*
Trzeci rozdział piątej części serii Dziejów.
Przykro mi, że po tak długiej przerwie, ale miałam dziurę wenową.
Liczę, że będzie lepiej, a tymczasem dziękuję, za przeczytanie, mam nadzieję, ze się spodoba.
Buziaki Limonka ;*


niedziela, 14 grudnia 2014

Dzieje Ross i Arailta Rozdział II

W klepsydrze

Ross wstała z łóżka. Był piękny poranek. Nie sądziła, że już pierwszej nocy poczuje się tak dobrze w Rivendel.. Wyszła na balkon i zobaczyła blondwłosego elfa. To był Arailt. Stał po drugiej stronie rzeczki, która miała początek w pałacu. Przeciągał się w swoim jedno ściennej części pokoju, bez dachu, ubrany, a raczej z odkrytą klatką piersiową, przeciągał się z zamkniętymi oczami twarzą do słońca. Gdy dostrzegł dziewczynę uśmiechnął się pogodnie, a następnie posławszy jej pocałunek wszedł do sypialni. Mogli by wyglądać na parę młodych kochanków, którzy na każdym kroku okazują co do siebie czują. Tych dwoje łączyło jednak coś więcej, o wiele więcej niż miłość, a mianowicie oprócz miłości byli kuzynostwem, i to kuzynostwem tak zżytym jak rodzeństwo. Teraz, gdy spisuję ich historię wiem, że połączy ich jeszcze wiele innych rzeczy. Więc tak...

Ross

Po przebudzeniu pobiegłam na słonicę, bo bez niego nigdy bym nie umiała się uśmiechnąć. Z balkonu dostrzegłam Arailta, stał u siebie przeciągając się niczym kot, po długiej drzemce. Bałam się jak tu będzie, czy polubię Rivendell, ale teraz gdy minęła pierwsza doba, wiedziałam, że tu jest moje miejsce. Szybko dogadałam się z miejscowymi, ale szczególnie z jednym mam dobry kontakt. Arailt, jest dla mnie bratem, śmiałym, zuchwałym, otwartym, uśmiechniętym, choć nie posiadającym umiejętności komediowym bratem. Cóż się dziwić, jesteśmy rodziną. Bałam się, że nikt mnie nie polubi i będę skazana na samotność, ale się pomyliłam.
Minęło kilka dni, a ja z każdą chwilą jestem przekonana słuszności decyzji o powrocie.

Arailt

Do tej pory nie wszystko miało sens. Czułem się nierozumiany, ale odkąd Ross przybyła mam kogoś z kim mogę porozmawiać, w tej dziewczynie widzę siebie tylko nie tak ładnego i bardziej delikatnego. Czasem żałuję, że jesteśmy rodziną...
Tak samo jak ja interesuje ją historia o Sauronie, jego przybycie, stworzenie, kary i pokonanie. Coraz więcej czasu spędzany razem w bibliotekach na poszukiwaniu wiedzy, na poszukiwaniu faktów z przeszłości świata.


W końcu znaleźli, starodawne dokumenty mówiące o jego okrucieństwie. Znaleźli akta o klepsydrze, gdzie Sauron zamykał niektórych jeńców. Klepsydra, mogła być wszystkim. Nikt prócz Saurona nie wiedział dokładnie co znajduje się w środku, albowiem jedyni, którzy stamtąd wyszli już nie żyją, zostali pokonani tu na ziemi lub zginęli szukając wyjścia. Z duszami zmarłych raczej nie ucina się pogawędek, tak samo jak z Wielkim Panem Ciemności. Para elfów w najstarszych zapiskach znalazła list, skrawek pergaminu, na którym sam stwórca napisał drogę powrotną:
Panie, Władco. Budowa męczarni dobiegła końca, dam ci mapę jak wyjść z tych piekieł, gdybyś chciał popatrzeć z bliska jak ci, których nienawidzisz szaleją z głodu, pragnienia i halucynacji. Myśląc o tym, iż nikt prócz ciebie nie otrzyma mapy warunki w klepsydrze raz na tysiąc lat na trzy doby są sprzyjające do przeżycia. Raz na tysiąc lat jeden męczennik może opuścić klepsydrę, ale tylko wtedy, gdy umrze, odrodzi się i znajdzie przejście przez labirynt. Wtedy i tylko wtedy jedna osoba przejdzie przez magiczne wrota otwarte prze trzy dni. Żadne z nich nie pójdzie samo, a ty Panie możesz im obiecywać powrót, a tym większą radość przyniosą ci ich poszukiwania drogi, którą możesz przejść zawsze Ty i 1 osoba na tysiąc lat. Klepsydra ma trzy poziomy :
1.pustynię, gdzie aby przejść dalej trzeba złożyć ofiarę, a następnie napełnić jej usta wodą
2.góry, czarne jak smoła, w których trzeba rzucić w przepaść ukochaną osobę
3.labirynt, kamienne korytarze ze tysiącem pułapek, gdy ktoś dojdzie do końca, będzie musiał zabić sztyletem inną najbliższą mu osobę, aby namaścić jej krwią odpowiednią ścianę, malując kształt drzwi
Me dzieło zostanie w bezpiecznym miejscu, aby nikt go nie zniszczył. Ty zaś możesz się sam tam przenosić lub innych zsyłać słowami:
O niderfelin di nadrionan, nidorilionen, kridenan.

Tak wyglądał list, którego kopię trzymano w najgłębszym poziomie bibliotek, gdzie wstęp mieli tylko uczeni. Para od razu po znalezieniu kartki wypowiedziała słowa w tajemnym języku dziś już nie znanym światu. Po wypowiedzi stracili przytomność, a gdy ją odzyskali byli już w klepsydrze. Znaleźli się na pustyni, gdzie czekała ich śmierć.

Ross

Nigdy nie widziałam tyle piasku, zawsze się zastanawiałam jak to jest stać na dnie oceanu, bez wody. teraz wiem, że to uczucie nie jest przyjemne. Żałuję, że tu jestem, bo to musi być Klepsydra Sarumana. Ja i Arailt mamy przed sobą trzy poziomy, ale on nie wie co tu znajdzie, on zdążył tylko przeczytać formułę, właśnie dlatego to ja muszę zginąć, ale najpierw potrzebuję wody.

Arailt
Ja nie wiem, gdzie jestem, ale wydaje mi się, że Ross ma pojęcie o naszym położeniu. Wiem, że coś ukrywa, to na pewno jest związane z tym pergaminem, który czytała, to wszystko dlatego, że nie zdążyłem przeczytać, a teraz ona zrobi wszystko bym stąd wyszedł, bo wiem, że to miejsce nie jest jakąś formą wycieczki. Muszę ja uratować, albo chociaż umrzeć próbując.


*

Tak oto dochodzimy do miejsca, gdzie rozpoczął się pierwszy rozdział. Chciałam wam powiedzieć, że jest możliwości na systematycznego pojawiania się notek. Powiedzmy, że co poniedziałek (dziś wyjątkowo niedziela) będę wrzucała notkę z Dziejów Ross i Arailta, a w pozostałe dni będę wrzucała notki z innych serii, zależy co będę miała. Chciałam też podziękować, że tak ciepło przyjeliście tę część, dziękuję wszystkim za komentarze i mam nadzieję, że wam się podobało, jeśli tak to może jakiś komentarz?
PS: Oto namalowana przez Oruu. Bardzo dziękuje.,


Buziaki Limonka ;**
*

piątek, 5 grudnia 2014

Dzieje Ross i Arailt Rozdział I

Po drugiej stronie”

Ross

-WODA!!!-krzyknął zza góry piachu, ale mnie się zdawało, że żartuje, choć zawsze był poważny. Pragnienie, a raczej odwodnienie płata figle nawet tak stałym kobietą jak ja, choć nie jestem kobietą, a raczej dziewczyną, elfką. Uśmiecham się do niego pobłażliwie, a on wie, że już za późno, wie iż odchodzę we własny świat. Wysoki blondyn o zawsze tak promiennej twarzy, skory do śmiechu, ale nigdy nie żartujący. Podbiega do mnie krzycząc:
-Znalazłem ją! Znalazłem wodę!-choć w rzeczywistości jest coraz bliżej, dla mnie się oddala. To tak jakby biegł w miejscy, a ja odjeżdżała w tył lub jakby on się cofał, choć z całych sił starał się być coraz bliżej. Nie rozumiem co mówi, czuję ból silniejszy od tego, który męczył mnie przez ostatni...właściwie nie wiem jak długo tu jestem, ani gdzie jestem. Może minął rok, miesiąc, tydzień, dzień, dwa, godzina? Ne wiem co tu robię, ani jak tu trafiłam, może to mi się tylko śni, nie wiem. Uwierzę we wszystko, ale czym jest ten czas jaki tu jestem w porównaniu do czasu jaki mi pozostał tam po drugiej stronie. Już tam idę, aby cieszyć się wszystkim do woli.
Zaraz coś przeoczyłam. Myślę. On! Jak sobie beze mnie poradzi, choć z drugiej strony byłam tylko ciężarem. Chyba do mnie biegnie, ale jest jakoś strasznie daleko, ledwie widzę jego sylwetkę.
Tak naprawdę klęczał przy mnie obejmował, na siłę wlewał wodę do spierzchniętych ust, krzyczał
-Zostań, mam wodę! Jedzenie! Drzewa! Cień! Wszystko, ale mnie nie opuszczaj.
Pomimo jego słów, które dochodzą do mnie z oddali nie mogę nic zrobić. Jestem po drugiej stronie, tu jest wszystko...oprócz niego, ale nie chcę, aby tu był. Jeszcze nie teraz. Jego czas jeszcze nie nadszedł. Teraz to rozumiem. Arailt klęczy z głową niskiej blondynki na kolanach. Po raz ostatni mną potrząsa, a potem zamyka powieki moich błękitnych oczu, które są jak woda, której nie zdążyłam skosztować przed śmiercią.
Teraz jestem po drugiej stronie, albo tak mi się wydaje. Wiem, iż jestem szczęśliwa. To starczy mi, jemu i wszystkim. Chcę, aby tu był, ale wtedy tam nie będzie nikogo. Więc tak się skończyło moje życie, bo z chwilą narodzin zaczynamy umierać, tylko jedni szybciej, a inni wolniej.

Arailt

-Ross-szepczę przytulając jej ciało. Byliśmy blisko, za blisko, bo gdybyśmy byli oddaleni TO by tak nie bolało. Muszę iść dalej, ale ona musi zostać. Mam mętlik w głowie, bo powinni ją pochować w Rivendell razem z jej babcią, dziadkiem i innymi członkami jej rodu, ale ja nie mogę jej wziąć ze sobą. To za wiele, muszę myśleć o sobie. Muszę się wydostać z tej torturowani Saurona. Nie wiem jak. Ona by wiedziała. Patrzę na leżącą brunetkę. Niech da mi jakiś znak, że o mnie pamięta. Myślę.
-Powiedz mi, że tu jesteś!-krzyczę nagle.

Ross

Jestem w inny świecie, gdy chcę iść dalej słyszę jego głos. Woła mnie. Muszę do niego iść. Sunę w kierunku jego głosu. Znajduję się nad sobą. Dziwne to uczucie patrzeć na samą siebie. Kieruję wzrok trochę wyżej oddalone zaledwie kilka metrów stoi on. Krzyczy i miota się na wszystkie strony. Nie docierają do mnie jego słowa, tylko jego myśli. Prosi mnie, abym mu powiedziała, że jestem. Wygładzam piasek przed nim i delikatnie piszę jedno słowo. Uspokaja się, a ja piszę drugie i jeszcze parę, potem odchodzę na drugą stronę.


Arait

Krzyczę i rzucam się na wszystkie strony. Nagle czuję jakby ktoś tu był. Rozglądam się, ale jestem sam. Coś mi mówi, abym spojrzał pod nogi. Widzę napis "JESTEM". To na pewno jej pismo, zawsze tak zakręcała "J", ale zaraz jak to tu jest?
Chcę krzyczeć, ale jakaś część mówi, abym myślał, a raczej mówił do niej. Jak mi jej brakuje. ”Zostań” proszę.
Widzę, że na piasku znów maluje kreski składające się na litery ”Nigdzie nie pójdę, ale już nigdy nie wrócę do żywych”. Trawię jej słowa. Chcę krzyczeć, ale zamiast tego zakrywam chowam twarz w dłoniach.
Czytam ostatni napis : ”Do zobaczenia”. Łzy lecą mi po policzkach, gdy wiatr zmywa napis. Skulam się na ziemi, a potem trwam. Wszystko dookoła mnie przesuwa się szybciej niż ja, bowiem ja zamarłem na jakiś czas.

Ross

Odwiedzam go, ale nie warzę się podejść. Powinien być sam. Mogę jedynie patrzeć z daleka jak cierpi. Nie wiem ile mija czasu, bo ten już mnie nie obchodzi. Zawsze, gdy odchodzę mam wyrzuty sumienia, bo zostanie sam. Nie mogę być przy nim zawsze musi nauczyć się, że mnie nie ma. Wmawiam sobie, że tak będzie lepiej. Kogo chcę oszukać? Siebie. Po drugiej stronie nie spotkałam jeszcze nikogo. Może inni odeszli głębiej, aby nie słyszeć jak ich wołają i by nie patrzeć jak cierpią. Możliwe, iż powinnam zrobić to samo. Coś mi jednak nie gra w tej stronie. Niestety nikt nie mógł mi nigdy powiedzieć jak tam jest, bo nikt kto tam poszedł nie wrócił. Więc zostaliśmy sami...

Arait

w różnych światach.


*
Dziękuje, za przeczytanie I rozdziału z nowej serii. Wiem, że jest wzięty tak z czterech liter (POLA), ale to było zaplanowane. Przepraszam, że w zeszłym tygodniu nie było posta, cóż wena nie wybiera.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Buziaki Limonka ;*


środa, 19 listopada 2014

Dzieje Ross i Arailt "Prolog"

Prolog

-Ross nie wychylaj się to niebezpieczne!!!-krzyknęła Noteviddia, gdy młoda elfka o brązowych włosach i zielonych oczach stała na dziobie statku tak mocno wychylona, że jeszcze mniej niż centymetr i spadnie do morza, ginąc w odmętach błękitu.
-Viddia daj spokój już nie pamiętasz jak sama prawie wyskakiwałaś ze statków-szepnął Kili do ucha żony. Brązowooka spojrzała na niego i złożyła pocałunek na jego ustach. Skierowała wzrok w kierunku córki, która czubkami palców wystawała za drewnianą, płynącą budowle następnie zeszła pod pokład.
Ross córka Kilego oraz Noteviddi, która była córką nieżyjącej Eresme także równie martwego Aerędila, wnuczką od strony matki Vinyamoiel i Legolasa. Dziewczyna stała na skraju, wiatr rozwiewał jej włosy i białą suknię. Tej scenie, aktowi wolności przyglądał się bliski przyjaciel białej sukni Arailt. W stosunku do zielonookiej wysoki blondyn o szarych oczach. Ta para była ze sobą blisko, zawsze, a raczej od początku. Arailt syn Silis i Nialla, a ci byli blisko z rodzicami brunetki, bo cóż to w końcu rodzina. Oboje Ross i Arailt skrywali sekrety, teraz wracali na ziemię, gdzie przygoda spotykała Vinyamoiel i Legolasa, Eresme i Aerędila, Erucolindo i Nindë, Noteviddi i Kilego oraz Silis i Nialla. Wszyscy wracali za morze, a raczej prawie wszyscy, bo dwie pary poszły ku zaświatom, tam była ich przygoda.

*
Oto taki przed smaczek, czyli Prolog nowej serii przewodniej na blogu. Długo musiałam pomyśleć, co ma się zdarzyć, ale wysnułam już ogólny zarys. Liczę, że się spodoba.
Buziaki Limonka ;*

niedziela, 9 listopada 2014

Dwie Dusze Lęk

Lękam się straty
Lękam się smutku
Lękam się kary za grzechy moje
Lękam się, że już cię nie ujrzę 
Lękam się zapłaty jaką będę winien
Lękam się strachu, że mnie ogarnie

Za to lęk mój nie obejmuje ciebie
Moje lęki nie odnosza się do mnie
Moja droga, o ciebie się nie trzęsę
Me serce płacze, bo boji się, że nie ujrzy już ciebie
Lękam się mnie i mych przewinień 
Twe troski są zbędne, gdyż to ja o los twój dbam

***
Taki oto sobie kolejny pościk z tej serii. 
Liczę, że się spodoba.
Pozdrawiam Limonka ^^

piątek, 31 października 2014

Dwie Dusze Cisza

Każdą ciszą szukam dźwięku twego oddechu
Każdą ciszą chcę powrócić do ciebie
Tęsknie, choć wiem, że nie ma cię już
Moje serce na innej Ziemi bije już
Ile jeszcze czasu mam czekać
Jeszcze na ciebie przyjdzie czas
Czemu uciekłeś w Hadesu rzeki?
To nie ja chciałem wejść w Styksu prądy
Tęksnota mnie zabije lub sama kresu zarządam
Twoja ofiara nic nie zdoła
Razem po wieki czasu
Czy w tym, czy innym świecie
Pragnę do ciebie 
Już czekać nie chcę
Tak więc na łóżu pani nóż w piersi pozostała, a ona już z panem po Styksu falech się błąka, a na Ziemi została cisza, w której nikt już nie usłyszy oddechu z piersi tych dwojga.

*
Przepraszam, że te notki są tak, którkie i rzadko, ale mam duży zastój w wenie.
Liczę, że "Dwie Dusze Cisza" się wam spodoba
Pozdrawiam Limonka 24

piątek, 24 października 2014

Dwadzieścia cztery godziny Polog

W roku, którego daty już nikt nie pamięta Dronlandię, ląd na planecie Niebios połączonej ze wszystkimi wymiarami, światami galaktyki. Niebios jest centrum życia ludzi we wszystkich zakątkach wszechświata najechano. Ziemia Dronlandi stanowiąca środek, główna rzekę życia zniszczono, a istity zamieszkujące jej brzegi zgładzono, nielicznych uczyniono niewolnikami, aby służyli nowym władcą świata. Dotychczasowych panów na Niebos pochodzących z rasy navitralli tropiono. Navitralliowei, byli istotami obdarzonymi darami: nieśmiertelności, wizji przyszłości, przeszłości, wiedzy, telepatii, metamorfozy, regeneracji, atrybutów wojennych, uzdrawiających rąk, władzy nad żywiołami. Nie każdy posiadał dar, lecz wszyscy byli piękni, mądrzy i brązowowłosy, ciemnoocy i wysocy. Ci którzy posiadali zdolności mieli włosy płomienne, czarne, ale prawdziwi władcy i osoby wspaniałych, często obdarzone więcej niż jedną mocą byli błękitnoocy i jasnowłosi. Ci byli zaliczani do najpotężniejszych, ale często wiedz i mądrość im powierzone obracały się przeciw całemu ludowi navitalli. Pragnęli oni władzy i wybicia wszystkich pozbawionych darów członków rasy uważając ich za coś gorszego. Dlatego też osoby niezwykłe, które w czasach późniejszego oblężenia mogłyby dużo zdziałać skazywano na śmierć zaraz po osiągnięciu pełnoletności. Matki chowały swe dzieci o jasnej czuprynie, ale na nic się to zdawało, gdy ich natura skażona jakąś nieczystością obejmowała górę. Katowie, którzy wykonywali wyroki często odchodzili po trzech wyrokach nie mogąc oglądać śmierci dzieci.
W czasach smutnych, gdy Dronlandia była uboga w żołnierzy planetę Niebos zaatakowano. Krandorowie podobni do navitralliów zazdrościli im władzy nad wszechświatem, pragnęli zemsty, władzy i posłuchu. Krandorowie piękni, lecz nie tak mądrzy jak navitalliowie, a skóra ich była jasna, włosy czrne lub płomienne za to oczy zawsze czarne jak bezgwiezdna noc. 
Była legenda o pokrewieństwie tych dwóch ras.
Wszech Ojciec, którego mądrość i wiedza nie imały końca miał córkę Navitrallię i syna Kradorowa. Rodzenistwo było obdarzone talentami, które rozwijali. Dobry Ojciec dał każdemu po planecie córce z racji na jej dobroć dał planetę Niebios i uczynił ją centrum swego królestwa, a syn miał jako najmłodszy z rodu panować nad Kredonem. Syn był oburzony, albowiem to on był męskim potomkiem, który powinien otrzymać Wszech Królestwo. Córka nie chciała oddać mu tronu. Między rodzeństwem wynikł spór. Wszech Ojciec nie wiedząc o myślach Navitralli dał jej władzę, a syna wygnał na Kredon, który stał się twierdzą zranionego księcia. Po wieli latach przyszła pani odwiedziła brata w jego więzieniu, był przeklęty za chciwość i nie mógł opuścić planety dopóki ród, który dał początek rasie navitralliów nie zacznie toczyć wojen domowych. Kradorow założył własny ród i wytknął siostrze równą niegodność. Gdy Ojciec dowiedział się o tym uczynku przeklną jej krainę mówiąc "W twoim rodzie nie dojdzie do porozumienia, a ci, którzy są najpotężniejsi będą u progu pełnoletności źli i podli". Gdy Navitrallia usłyszała klątwę uciekła i ukryła się w nicości. Jej brat cieszył się z przekleństwa siostry, albowiem uważał, że po jej stronie stało uziemienie go na planecie.
Klątwa zaczęła się wypełniać jednak syn Wszech Ojca nigdy nie opuścił swojej planety to na niej popadł w nicość, a dzień po jego śmierci ród Kradorów uwolnił się i poprzysiągł zemstę niavitrallą.

***
Przepraszam za tak duży odstęp, ale mój komputer padł. Jest to notka, której termin wybrała Nyrim jako swoją połowiczną wygraną w konkursie. Notka powinna zostać opublikowana tydzień temu, ale według mojego szanownego laptopa było inaczej i postanowił się zepsuć.
Liczę, że się wam spodoba. Czekam na komentarze. 
To prolog do nowej serii nic więcej nie umiem o niej napisać, aby nie spoilerować.
Miłego czytania Limonka